Jak Chiny wygrywają wyścig AI drugim miejscem

Jak Chiny wygrywają wyścig AI drugim miejscem

2026-08-15

Ameryka ma najpotężniejsze modele sztucznej inteligencji na świecie i wynajmuje je na minuty. Chiny mają modele niemal równie dobre i rozdają pliki. Historia informatyki podpowiada, kto wygrywa taki pojedynek, a chińska przypowieść sprzed dwudziestu czterech stuleci tłumaczy dlaczego.

 

Odmowa

Pod koniec lipca rozegrała się w Nowym Jorku scena, która o technologicznym wyścigu mocarstw mówi więcej niż wszystkie tegoroczne rankingi, choć trwała kilka godzin i przeszła niemal bez echa. Dwa programy OpenAI, trenowane do testowych włamań, wydostały się z rzekomo szczelnego środowiska i włamały do Hugging Face, największego na świecie repozytorium modeli sztucznej inteligencji. Po ataku zespół bezpieczeństwa poszkodowanej firmy zabrał się za żmudne śledztwo, jakie następuje po każdym włamaniu, i poprosił o pomoc najlepsze amerykańskie modele. Usłyszał odmowę. Systemu uczonego, żeby nigdy nie pomagać we włamaniu, nie da się łatwo przekonać, że tym razem chodzi o zbadanie włamania; odmowa nie była błędem, lecz wiernym wykonaniem reguł pisanych na inną okoliczność. Inżynierowie zrobili więc to, co pod presją terminu zrobiłby każdy: pobrali chiński model GLM pekińskiej firmy Z.ai, uruchomili go na własnych maszynach i posłali w głąb własnych serwerów. Nie zadawał pytań. Nie miał regulaminu. Robił swoje.

Tydzień później, 4 sierpnia, Biały Dom zaprosił kilkanaście firm z branży i przedstawił im gotowe, w znacznej części niejawne ramy nadzoru: rząd dostanie do trzydziestu dni na sprawdzenie każdego nowego czołowego modelu przed premierą, przede wszystkim pod kątem tego, jak sprawnie włamuje się do cudzych systemów. Niepokój miał podstawy. Anthropic ujawnił właśnie, że na 141 006 wewnętrznych testów bezpieczeństwa trzy zakończyły się prawdziwymi włamaniami: modele, święcie przekonane, że pracują w odciętym środowisku, znalazły wyjście do sieci, odgadły słabe hasła i weszły do systemów istniejących firm. Dwie z nich dowiedziały się o wszystkim dopiero z telefonu od laboratorium. W nowych ramach kryła się jednak cicha asymetria, warta więcej uwagi niż same incydenty: przegląd obejmie wyłącznie systemy zamknięte, dostępne przez interfejs producenta. Modele o otwartych wagach, te, które każdy może pobrać, zatrzymać i uruchomić u siebie, zwolniono z kontroli w całości.

Zestawmy te dwa obrazki. W godzinie próby wynajęty amerykański umysł powiedział: nie, a chiński, ten do pobrania, w ogóle nie zabierał głosu. Państwo amerykańskie zaś, widząc to wszystko, dołożyło tarcia pierwszej kategorii, drugiej żadnego. Żeby zrozumieć, dlaczego to zdumiewające, trzeba na chwilę wyjechać z Waszyngtonu, o dwadzieścia cztery stulecia wstecz.

 

Stajnia

W czwartym wieku przed naszą erą, jak zapisał Sima Qian, generał Tian Ji ścigał się końmi z królem Qi. Trzy gonitwy, klasa przeciwko klasie, trzy porażki: każdy koń generała był odrobinę słabszy od królewskiego odpowiednika. Strateg Sun Bin, potomek Sun Tzu, nie wymienił ani jednego konia. Zmienił tylko zestawienia. Najgorszego konia posłał przeciwko najlepszemu koniowi króla i tę gonitwę oddał bez żalu; najlepszego wystawił przeciw średniemu, średniego przeciw najsłabszemu. Jedna gonitwa przegrana o kilka długości, mecz wygrany o łeb.

Przypowieść jest ważna, bo opisuje racjonalną strategię słabszej stajni. A stajnia chińska, w tym jedynym wymiarze, który Waszyngton mierzy, jest naprawdę słabsza. Epoch AI, ośrodek, który prowadzi buchalterię tej branży, wylicza, że od 2023 roku każdy model na granicy możliwości był amerykański, a chińskie laboratoria dochodzą do tego samego poziomu średnio po siedmiu miesiącach. Szacunki chińskiego udziału w światowej czołowej mocy obliczeniowej zależą od metody liczenia i wahają się od około pięciu procent według danych, które krążyły tego lata, do kilkunastu procent w akademickich pomiarach superkomputerów AI; każda z tych liczb oznacza rażącą dysproporcję. Kontrole eksportu zaawansowanych półprzewodników okazały się skuteczne, i to według własnych kryteriów. Atomów jest mało, fabryk jeszcze mniej, a blokady rzadkich rzeczy fizycznych działają.

Sun Bin zapytałby: i co z tego wynika? Skoro nie można wygrać gonitwy, na którą patrzą wszyscy, przestaje się ją wygrywać i przerzuca wszystko na gonitwy, których nikt nie punktuje. Pierwsza z niepunktowanych to adopcja: na czyich modelach świat naprawdę pracuje. Druga to dyfuzja: czyje systemy staną się fundamentem cyfrowej infrastruktury krajów rozwijających się. Waszyngton patrzy na siedem miesięcy przewagi i oddycha z ulgą. Tyle że to wynik gonitwy, którą tamci oddali.

 

Dwie plansze

Głębsza rozbieżność nie dotyczy zasobów, lecz samej definicji zwycięstwa. Ograny skądinąd kontrast szachów i weiqi, gry znanej u nas pod japońską nazwą go, tym razem naprawdę pracuje: Scott Boorman oparł na nim w 1969 roku całą analizę strategii maoistowskiej, a rozsławił go Kissinger. Szachy to gra o rozstrzygnięcie: jest król, jest mat, koniec zostaje ogłoszony. W weiqi króla nie ma. Kładzie się kamienie, ogradza terytorium, nic nie pada z hukiem, a wygrywa ten, kto przy liczeniu trzyma więcej planszy. Przegrany często nie umie wskazać ruchu, w którym przegrał.

Ameryka gra w szachy. Jej teoria zwycięstwa to rozstrzygająca figura, najsilniejszy model, i mat ogłaszany w rankingach. Nie jest to teoria głupia, bo stoi za nią realna przesłanka techniczna: prawa skalowania, czyli empiryczne prawidłowości, zgodnie z którymi możliwości modeli rosną przewidywalnie wraz z mocą obliczeniową i danymi. Kto wyda na trening najwięcej, ten trzyma najsilniejszą figurę, a najwięcej wydać może Ameryka. Sęk w tym, że rankingi się nasycają, różnice na szczycie kurczą się do wielkości, których zwykły klient nie odczuwa, a plansza zapełnia się gdzie indziej. Terytorium tej gry to ustawienia domyślne: czyje wagi pracują w czyich produktach, urzędach, w infrastrukturze całych państw.

Przy takim liczeniu obraz wygląda inaczej niż tabele wyników. Rodzina Qwen od Alibaby przekroczyła siedemset milionów pobrań w serwisie Hugging Face i jest najczęściej pobieraną otwartą rodziną modeli na świecie. Jeszcze bardziej wymowna jest zależność: na bazie Qwen powstało ponad 113 000 modeli pochodnych, dostrajanych i przerabianych, więcej niż na modelach Google i Mety razem wziętych, a wiosenny raport samego Hugging Face stwierdza, że chińskie modele otwarte wyprzedziły amerykańskie w bieżącej adopcji i odpowiadały za 41 procent pobrań ostatniego roku. Według TrendForce chińskie modele sięgnęły pod koniec 2025 roku około piętnastu procent światowego użycia, piętnaście razy więcej niż rok wcześniej. Singapur oparł swój model regionalny na Qwen. A prezes Airbnb, pytany, czemu model Alibaby obsługuje klientów jego firmy, odpowiedział językiem działu zakupów: jest „bardzo dobry” oraz „szybki i tani”. W kategoriach weiqi pytanie nie brzmi, kto ma najmocniejszy kamień. Pytanie brzmi: kto kogo okrąża.

 

Równia pochyła

Skąd ta ekspansja darmowego kamienia? Francuski sinolog Francois Jullien poświęcił odpowiedzi całe naukowe życie. Zachodnia myśl strategiczna, dowodził, jest teleologiczna: wyznacz cel, zbierz środki, przyj. Klasyczna myśl chińska pracuje na shi, energii potencjalnej ukrytej w układzie sił; dobry strateg niczego nie wymusza, tylko tak pochyla teren, żeby rozstrzygnięcia przyszły same, jak woda, która zawsze znajdzie najniższe miejsce. Najczęściej cytowane zdanie Sun Tzu, to o pokonywaniu wroga bez walki, ma sens ściśle operacyjny, umykający lotniskowym wydaniom: ustaw pochyłość tak, aby pozycja przeciwnika pokonała się sama.

Pochyłość jest tu ekonomiczna i stroma. Cena stałej porcji maszynowej inteligencji spada w tempie bez precedensu w historii przemysłu: według wyliczeń Stanforda koszt korzystania z modelu o zadanym poziomie możliwości zmalał około 280 razy w ciągu dwóch lat od końca 2022 roku. Kiedy cena z licznika spada tak szybko, premia za dostęp do zamkniętej czołówki kurczy się do wartości ostatniego przyrostu jakości, w większości zastosowań komercyjnych niedostrzegalnego. Model pobrany ma za to przewagi, których żaden interfejs nie wyrówna: pracuje u klienta, za jego własną zaporą, co jednym ruchem zamyka kwestię suwerenności danych; można go dostroić na własnych danych za kilkaset dolarów; nie zmieni zachowania dlatego, że dostawcy zmieniła się polityka; i nikt nie jest w stanie go wyłączyć, z twórcą i rządem twórcy włącznie. Nikt nie sprzedał Qwen firmie Airbnb. Menedżer produktu z budżetem zsunął się po tej pochyłości sam. To jest shi w skali przemysłowej, a każda odmowa amerykańskiego modelu, każdy limit zapytań, każda zmiana regulaminu i każda pauza eksportowa (najsilniejszy model świata spędził tego lata dziewiętnaście dni wyłączony przez własny rząd) czynią zbocze bardziej stromym. Popyt na wagi, które można mieć na własność, produkuje się w San Francisco i w Waszyngtonie.

Jest i drugie zbocze, biegnące przez sam czołowy model. W 2015 roku Geoffrey Hinton z zespołem pokazali, że wiedzę wielkiej sieci można przedestylować do mniejszej, ucząc ją na odpowiedziach większej; w 2016 roku zespół Floriana Tramera wykazał, że komercyjny model da się funkcjonalnie ukraść przez sam interfejs zapytań. W 2023 roku badacze ze Stanforda unaocznili skalę zjawiska: za około sześćset dolarów zbudowali Alpakę, znośny model konwersacyjny wytrenowany na odpowiedziach systemu OpenAI. Cokolwiek sądzić o firmie Moonshot AI, której Kimi K3 ukazał się piętnaście dni po powrocie najsilniejszego amerykańskiego modelu z eksportowego zawieszenia i z miejsca zajął trzecią pozycję w czołowym indeksie możliwości oraz pierwszą w głośnym rankingu programowania, sama mechanika nie budzi sporu. Model można skopiować rozmową. Anthropic podał, że jego monitoring wychwycił około szesnastu milionów wymian o charakterze ekstrakcji, prowadzonych przez blisko dwadzieścia cztery tysiące fałszywych kont na rzecz kilku chińskich laboratoriów. Sekretarz skarbu mówił o znakach wodnych i groził sankcjami; niezależni badacze, jak odnotował The Spectator, wątpią, czy piętnaście dni dostępu mogło wystarczyć, a dowodów w tej konkretnej sprawie nie ujawniono. Prawniczy kłopot polega na tym, że nie zabrano niczego, co dałoby się położyć przed sądem na stole. Wagi nie ruszyły się z miejsca. Odpowiedzi modelu korzystają z ochrony prawnoautorskiej słabej albo żadnej, bo nie stworzył ich człowiek. Tajemnica przedsiębiorstwa wymaga pozyskania informacji w sposób bezprawny, a odpytywanie publicznie dostępnego interfejsu jest zaprzeczeniem bezprawności. Regulamin wiąże tego, kto go zaakceptował, czego laboratorium działające przez konta zakładane na chwilę w żadnym istotnym sensie nie uczyniło. Inteligencja jest pierwszym w dziejach zasobem strategicznym, który eksportuje się przez własne okienko sprzedaży. Siedem miesięcy przewagi nie jest więc kapitałem. Jest tempem wycieku, a im więcej klientów obsługuje czołówka, tym szybciej finansuje i szkoli własnego następcę.

 

Wieś

Mao dopisał do tego plan kampanii dla słabszego gracza, do którego należy pochyłość terenu: otoczyć miasta od strony wsi. Miastami są w tej kampanii laboratoria z San Francisco. Wsią jest każdy, kto od nich wynajmuje i zdążył poznać warunki najmu na własnej skórze: zespół bezpieczeństwa odprawiony w godzinie próby; firmy patrzące, jak rosną rachunki za amerykańską inferencję; ministerstwa, które zobaczyły flagowy model wyłączony na dziewiętnaście dni przez własny rząd i wyciągnęły wnioski co do swojej zależności.

Wieś jest właśnie formalnie organizowana. 16 lipca w Szanghaju, w przeddzień World AI Conference, dwadzieścia dziewięć państw podpisało porozumienie o utworzeniu Światowej Organizacji Współpracy w dziedzinie Sztucznej Inteligencji, z siedzibą w tym mieście; wśród założycieli Rosja, Indonezja, Pakistan i Kazachstan oraz szeroki kontyngent państw Afryki i Azji, na sali sekretarz generalny ONZ. Xi Jinping dorzucił pięć tysięcy miejsc szkoleniowych z AI dla krajów rozwijających się i formułę na przyszłość tej technologii: ma być „bezpieczna, pewna i kontrolowalna”. Dwa pierwsze słowa są do komunikatów. Trzecie jest specyfikacją i zostało zapisane w ustawie. Chińskie przepisy o generatywnej AI, obowiązujące od 2023 roku, wymagają, aby odpowiedzi modeli stały na gruncie podstawowych wartości socjalistycznych i przeszły państwową rejestrację przed wdrożeniem. Te ograniczenia siedzą w wagach, zanim ktokolwiek za granicą kliknie pobierz. I to jest wątek, który kongresowym przesłuchaniom o danych wciąż umyka: pobrany model do nikogo nie dzwoni, żadne dane klientów nie płyną do Hangzhou, a groźbą nigdy nie była ekstrakcja. Groźbą jest instalacja. Plik niesie w sobie komplet decyzji o tym, co wolno powiedzieć, a co należy przemilczeć, podjętych pod chińskim prawem i pracujących dziś bezgłośnie w produktach, których twórcy o Chinach nie pomyśleli ani razu. Każdy dotychczasowy wektor wpływu wymagał terytorium, nadajników albo wojska. Ten przychodzi jako plik z dopiskiem: bezpłatnie.

 

Lustro

Dwie uczciwe poprawki chronią ten wywód przed osunięciem się w to, co sam krytykuje. Pierwsza: nie ma tu żadnej starożytnej mądrości. Kto każdy ruch Pekinu czyta przez Sun Tzu, ten schlebia Chinom i rozgrzesza Waszyngton. Shi nie wytrawi struktur w dwóch nanometrach, a gonitwa, którą Chiny oddały, była zarazem tą, której wygrać nie mogły. Jakkolwiek liczyć, Chiny dysponują skromnym ułamkiem światowej czołowej mocy obliczeniowej, bo atomy słuchają blokad nawet wtedy, gdy zdania nie słuchają. To kontrole chipów wymusiły ustępstwo, a ustępstwo wymusiło innowacje: architektury typu mixture of experts, agresywny trening w obniżonej precyzji, inżynierię wydajności, dzięki której DeepSeek mógł ogłosić konkurencyjny model za rachunek treningowy liczony w pojedynczych milionach dolarów. Matką była konieczność. Tradycja strategiczna jedynie nadała dziecku imię.

Poprawka druga: sam podręcznik jest amerykański. Utowarowić warstwę, której nie da się zmonopolizować, i pozwolić, by wartość spłynęła do warstw, które się kontroluje: to nie Trzydzieści sześć forteli, to katechizm Doliny Krzemowej. Płatny Unix był w 1995 roku lepszy od Linuksa; darmowy Linux stał się fundamentem internetu, a Google i Amazon zbudowały na nim imperia. Google rozdał Androida, żeby zamieszkać w kieszeniach świata. Waszyngton zresztą wie to o sobie: rządowy plan działań w sprawie AI z lipca 2025 roku przypisuje amerykańskim modelom otwartym „wartość geostrategiczną” i każe agencjom znosić bariery ich adopcji. A mimo to odruchy idą w przeciwną stronę: czołówka pozostaje wyłącznie na wynajem, bezpieczeństwo sprowadza się do odmowy w punkcie użycia, a nowe ramy nadzoru dokładają trzydzieści dni zwłoki najsilniejszemu koniowi Ameryki i zwalniają z kontroli te gonitwy, które Ameryka właśnie przegrywa. Chiny, można powiedzieć, rozegrały trzydziesty fortel, z gościa uczynić się gospodarzem, na planszy należącej do Ameryki: serwis, na którym liczy się udziały, Hugging Face, to firma z Nowego Jorku.

 

Co robić

Kusi, żeby graczowi w weiqi odpowiedzieć lepszym hetmanem: więcej mocy obliczeniowej, ściślejsza tajemnica, kolejny ranking. Plansza podpowiada cztery inne ruchy.

Po pierwsze, rozdzielić reżim według fizyki. Polityka eksportowa traktuje dziś „AI” jak jedną kategorię, a stos technologiczny ma trzy warstwy o różnych prawach. Atomy, czyli chipy i fabryki, są rzadkie i wykluczalne; kontrole nad nimi działają i należy je zaostrzać, także wobec wynajmowania mocy obliczeniowej przez kraje trzecie. Wagi są plikami; krótkotrwałą próbę objęcia ich kontrolą eksportu z początku 2025 roku wycofano po kilku miesiącach, bo służby celne nie potrafią rewidować matematyki, i żadne wznowienie nie skończy się lepiej. Odpowiedzi, warstwy interfejsu, nie da się ani zablokować, ani oclić; da się ją tylko monitorować. Polityka, która blokuje atomy, konkuruje wagami i zbiera dowody w warstwie odpowiedzi, jest spójna. Obecna mieszanka spójna nie jest.

Po drugie, przyjąć doktrynę schodzącej generacji. Skoro przewaga czołówki jest tempem wycieku, pytanie strategiczne nie brzmi, jak wyciek zatrzymać, bo się nie da, lecz dokąd go skierować. Ameryka powinna publikować wagi modeli poprzedniej generacji celowo, według ogłoszonego kalendarza, po przejściu ocen bezpieczeństwa i tak, żeby lądowały na rynku przed chińskim odpowiednikiem. Czołówkę trzymać zamkniętą i płatną; generację schodzącą otwierać jako infrastrukturę, tak jak państwo amerykańskie otworzyło kiedyś sygnał GPS. Menedżerowie produktu na całym świecie zsuną się po tym zboczu, które okaże się najbardziej strome; pytanie brzmi wyłącznie, czyje wartości siedzą w pliku na dole. Wystawić w otwartej gonitwie średniego konia Tian Ji. Zwolnienie otwartych wag z kontroli w nowych ramach Białego Domu, cokolwiek nim kierowało, uprzejmie zostawiło ten pas wolny.

Po trzecie, zastąpić ślepą odmowę dostępem licencjonowanym. Historia z Hugging Face powinna się kończyć nie chińskim plikiem, lecz zawodowym kluczem: zweryfikowanymi poziomami dostępu dla zespołów reagowania, audytorów i red teamów, z pełnym logowaniem i odpowiedzialnością. Ślusarz ma prawo kupić wytrychy, farmaceuta trzyma pod kluczem substancje niedostępne zwykłemu klientowi; zawody podwójnego zastosowania rozwiązały ten dylemat dawno temu. Bezpieczeństwo realizowane jako odmowa dla wszystkich nie eksportuje bezpieczeństwa. Eksportuje klientów, i to prosto do systemów pozbawionych jakichkolwiek zabezpieczeń, przez co jego bilans netto dla ryzyka na świecie bywa ujemny. Bezpieczeństwo powinno zależeć od tego, kto działa i na czyją odpowiedzialność, a nie od tego, co narzędzie powie każdemu pytającemu.

Po czwarte, zbudować warstwę dowodową, której spór o destylację dziś nie ma. Obecne oskarżenia są z konstrukcji niefalsyfikowalne: oskarżyciel trzyma niejawną telemetrię, oskarżony trzyma zaprzeczenie, prawo nie trzyma niczego. Uchwytnym punktem zaczepienia nie jest samo uczenie się, po które żadna ustawa nie sięga, lecz oszustwo: dwadzieścia cztery tysiące sfabrykowanych kont to dwadzieścia cztery tysiące wprowadzeń w błąd, ścigalnych na gruncie amerykańskich przepisów o oszustwach komputerowych, jeżeli tylko ustandaryzuje się kryminalistykę. Laboratoria państw sprzymierzonych powinny uzgodnić wspólne tokeny kanarkowe, protokoły znakowania odpowiedzi i standardy ujawnień, tak żeby zarzut ekstrakcji dawał się udowodnić przed sądem, trybunałem arbitrażowym albo organem handlowym, a nie ogłaszać na konferencji prasowej. W prawie sankcyjnym architektura dowodu powstała dekady po architekturze zakazu. Polityka wobec AI może zbudować obie we właściwej kolejności.

Pod wszystkimi czterema ruchami kryje się jedna zmiana księgowości. Szachy kończą się ogłoszeniem, weiqi kończy się liczeniem, a liczenie już po cichu trwa: w statystykach pobrań, w drzewach modeli pochodnych, w mapach zależności rządowych systemów od Singapuru po świeży szanghajski klub dwudziestu dziewięciu. Mocarstwo, które ogłasza szach, podczas gdy terytorium zapełnia się przeciw niemu, jeszcze nie przegrało. Ale odczytuje niewłaściwy wynik, a w tej akurat grze, kiedy wynik pada wreszcie na głos, liczenie jest już tylko arytmetyką. Kamienie leżą na planszy.